piątek, 24 października 2014

nie chce mi się tu rozpisywać dla tych wszystkich 13 czytelników. Chętnie z Wami podyskutuję mailowo, bo pisanie sobie a muzom to nie dla mnie. Wolę jednak Salon24 mimo, że z rózna menażerią tam się mozna spotkać. ALe ja właśnie dlatego piszę, dlatego w ogóle prowadzę te blogi. Żeby ludziom popapranym nie było tak łatwo głosić swoje brednie. Żeby spotkali się z oporem zdrowego rozsądku i normalności. Żeby kretyn w końcu usłyszał, że jest kretynem, bo jak przecież wiecie, od poklepywania po plecach to można co najwyżej płuca komuś odbić.
Dlatego zapraszam serdecznie na dyskusje na Salonie 24.
Adres mojego bloga :

Mój blog na Salonie

pozdrawiam wszystkich 13 użytkowników :) i do przeczytania!

poniedziałek, 8 września 2014

Czy Obama jest jihadystą?

Tego nie wiem. Mniejsza o pogłoski, które mówią o uczestnictwie młodego Obamy w szkółce koranicznej w czasie jego 4 letniego pobytu w Indonezji oraz o wielokrotnej bytności w meczecie na nabożeństwach. Mniejsza nawet o to, że w islamie wiarę dziedziczy się po ojcu, który przecież muzułmaninem był. Obama twierdzi że jest chrześcijaninem, a "oskarżeń" o muzułmańską wiarę boi się jak ognia. Bardzo słusznie zresztą, gdyż jako apostata z islamu wg rygorów tej tolerancyjnej religii, podlega karze śmierci z rąk tolerancyjnych wyznawców. Acz jego zaprzeczenia w tej kwestii mogą mieć drugie dno...
Mniejsza też o przeszłość i dzieciństwo prezydenta urodzonego na Hawajach, na co są liczne dowody...
Skupmy się na teraźniejszości i aktywności prezydenta Stanów jeszcze Zjednoczonych. Jedną ze swych pierwszych wizyt po wyborze na prezydenta, Obama odbywa do Kairu. Kair był wówczas rządzony silną ręką przez Mubaraka. Mubarak był zaporą przeciw radykalnemu ruchowi islamskiemu - Bractwa Muzułmańskiemu. To radykalne ugrupowanie dokonało w przeszłości wiele aktów terroru i zostało zdelegalizowane. Egipskie siły bezpieczeństwa dokonywały cudów, aby trzymać tych morderców i terrorystów tam gdzie ich miejsce czyli we więzieniach. Obama swoją płomienną mową na uniwersytecie kairskim dał sygnał do zmian. Obama po doświadczeniach w innych krajach islamskich np Algierii w latach osiemdziesiątych czy Iranu po obaleniu Pahlaviego, nie mógł nie wiedzieć, że islamskich radykałów zwalaczać może tylko silny dyktator. Że w krajach islamskich, w wolnych wyborach zawsze wygrywa ugrupowanie radykalnie religijne. Dziwne, że człowiek, który zęby zjadł na polityce może o tym nie wiedzieć. Chyba , że uznamy iż "najlepszy prezydent w hitorii Ameryki" jest analitycznym zerem i kompletnym, politycznym ignorantem. A tego byśmy przecież nie chcieli, prawda?
Pokłosie tego przemówienia i zapowiedź resetu stosunków ze światem islamu po 9/11 wywołała polityczne trzęsienie ziemi z całym Bliskim Wschodzie. Obalono świeckie reżimy w Egipcie, Tunezji, w Libii. W Egipcie, najludniejszym kraju arabskim w wolnych wyborach zwyciężyło oczywiście Bractwo Muzułmańskie, a prezydentem tego kraju został oczywiście członek Bractwa, niejaki Mursi. Wygrana Bractwa była wręcz miażdżąca. Blisko 80% zdobytych przez te ugrupowanie głosów świadczy o tym, że indoktrynacja w meczetach była niezwykle intensywna. Bractwo zaczynało swoje rządy od tak istotnych spraw jak możliwość pożegnalnego seksu z martwą żoną w prosektorium czy badaniem dziewictwa demonstrujących kobiet, domagających się praw ludzkich. Na szczęście dla Egiptu i świata, rządzący teokraci w swoim pędzie do wprowadzania szariatu zapomnieli, iż lud musi jednak coś jeść i katastrofalna sytuacja gospodarcza (pogłębiona przez spadek dochodów sektora turystycznego, gdyż turyści bali się przyjeżdżać do kraju religijnych fanatyków) spowodowała masowe protesty, do których przyłączyła się armia odsuwając od władzy Mursiego, a wkrótce delegalizując Bractwo.
Od początku powstania rządów Bractwa, Obama dążył do przyjaznych stosunków z islamskimi fanatykami, co spowodowało odejście z rządu Obamy, Hillary Clinton, która podobno ostro Obamę za to krytykowała (notabene po tym, jak została przez "świątobliwych" potraktowana jako kobieta). Po odsunięciu od władzy Bractwa i uwięzieniu politycznej wierchuszki Bractwa oraz ścięciu kilkuset (sic!!!) najbardziej zajadłych bandytów, Obama natychmiast udaje się z wizytą do sojusznika Arabii Saudyjskiej i namawia saudyjskiego króla do interwencji zbrojnej w Egipcie(sic!!). Zaskoczony dowiaduje się, iż nic z tego, a Saudia będzie popierać i sponsorować egipską armię! Musiał to być szok dla Obamy, który nie mógł zrozumieć, jak islamski rząd może nie poprzeć innych islamistów w utrzymaniu władzy. Albo jest rzeczywiście takim ignorantem, albo takiego udaje. Przecież powinien wiedzieć, że jedyną zaporą przed rządami fanatycznych teokratów w świecie islamu jest dyktatorska i despotyczne władza. Taka właśnie jak w Saudi, gdzie silną ręką rządzi rodzina królewska, trzymają krótko za twarz rodzimych Bin Ladenów...
Niezwykle brzemienny w skutkach okazał sie dany z Waszyngtonu sygnał do obalenia Assada w Syrii. W tej niesłychanie okrutnej wojnie zginęły setki tysięcy osób, a miliony uciekło z tego kraju. W takiej próżni politycznej wykwitło tzw Państwo Islamskie. Marzenie miliarda muzułmanów o powstaniu kalifatu ziściło się dzięki polityce Obamy. Okazuje się , że Obama od ponad roku otrzymywał codziennie raporty o zastraszających postępach islamskich radykałów z tzw ISIS, którzy w swym fanatyzmie przebijają nawet Al-Kaidę!
Obama nie reagowal. Zupełnie jakby jego plan działał...
Wiadomości o niesłychanych okrucieństwach i zbrodniach tzw "bojowników" tzw kalifatu nie robiły na miękkim serduszku "najlepszego w historii prezydenta Stanów" żadnego wrażenia. Jego rzekomo chrześcijańskie sumienie nawet się nie zająknęło na bestialskie czytki etniczne chrzęscijan i jazydów. Jakoś to wrażliwego na los gejów w  amerykańskiej armii prezydenta nie ruszyło. Ograniczył się do zrzutów wody i pożywienia dla uciekających w panice na pustynie i w góry setek tysięcy starców, kobiet i dzieci. Byle dalej od niepokojonych przez nikogo, "religijnie tolerancyjnych" zbrodniarzy kalifatu...
Wysłał drony dopiero wtedy, gdy siepacze z kalifatu zagrażali amerykańskiemu personelowi w Kurdystanie. Ataki miały jednak bardzo ograniczony zasięg, taki do odstraszenia jihadystów od swoich. Tu Obama nie mógł ryzykować, gdyż śmierć amerykańskich żołnierzy zabitych ( na 100% z niezwykłym okrucieństwem) i epatowanie fotkami z odciętymi głowami na youtubie - zmusiłoby go do działania na pełna skalę. A tego laureat pokojowego Nobla bardzo by nie chciał. Nie na tym jego plan polega...

niedziela, 31 sierpnia 2014

Tusk na miarę naszych możliwości

To sie w zwyczajnej pale nie mieści. Nawet nie to, że Tuska zrobili "prezydentem Europy". Nie w tym rzecz. Poważni graczej na tej scenie mieli ku takiej nominacji poważne powody, o których możemy sobie poważnie podyskutować. Rzecz w czym innym. W tej durnej, bezmyślnej, bezrefleksyjnej euforii polskich lemingów. Ja wiem jakimi rozumkami te tuptusie dysponują, więc tu zero zdziwień, ale dziennikarze? Komentatorzy polityczni? Felietoniści? Politycy? Czy im znowu odbiło jak wtedy, gdy "klepnęli" ustawę przyznającym izraelskim emerytom 100 eurowy dodatek od przebogatego polskiego podatnika?

Pytam kolejnych zaczadzonych hurra-propagandą bałwanów, co tak naprawdę dla Polski oznacza ta nominacja? Nie chodzi mi o bezinteresowną zawiść, bo żyjąc od kilkunastu lat na obczyźnie, ta najprzykrzejsza z polskich wad ze mnie wyparowała. Pytam niby kumatych, jakikimiz to ogromnymi kompetencjami dysponuje ten "prezydent". Co on takiego może zrobić? Pytam ludzi niby rozumnych i nie otrzymuję choć jednej logicznej odpowiedzi. poza ogolnikami jak to fajnie, że fajny Tusk będzie fajnym preziem fajnej Europy, jak to "w oczywisty sposób podnosi prestiż Polski w Europie i na świecie" - żadnego rozsądnego argumentu nie usłyszałem ani nie przeczytałem.
Na proste pytania typu, czym takim zasłynął poprzednik Tuska niejaki von Rompuy na tym stanowisku, nie otrzymacie żadnej odpowiedzi.  Ot, niby niegłupi ludzie, bywali w świecie, znający się podobno na polityce, inteligentni, oczytani erudyci - nie są w stanie skojarzyć jakiegokolwiek wydarzenia politycznego z tym politykiem, który był przez 4 lata "prezydentem Europy". Ba, spora część z nich nawet nazwiska Van Rompuy nie kojarzy....
Nic do tych l;udzi nie dociera. Pytanie, w jakiż to cudowny sposób wzrośnie prestiż Polski, gdy nowy prezio nawet nie duka w obcych językach. Pomińmy minutą milczenia zdolności "naszego" premiera w tym wzgledzie. Proszę mi pokazać w jaki to sposób poprzedni prezio Rompuy podniósł na tym śmiesznym stanowisku prestiż Belgii? Mimo, że facet zna kilka języków obcych i zęby zjadł na euro-dyplomacji (cokolwiek brzydkiego byśmy o tym nie myśleli) to został porównany przez Faraga (bardzo słusznie zresztą ) do urzędniczyny bankowego o charyzmie mokrego mopa. Jeśli taki prestiż będzie udziałem Tuska, to ja takiego nie chcę dla mojego kraju. A przy tuskowym przyzwyczajeniu z naszego podwórka do ustawionych wcześniej pytań wyselekcjonowanych dziennikarzy, to każda konferencja prasowa będzie obciachem kilkakrotnie większym niż te Rompuya...

Pytać radosnych w swym niedowładzie umysłowym bałwanów, jakaż to demokratyczna instytucja unijna wybrała tego Tuska na te, podobno, "niezwykle ważne i odpowiedzialne stanowisko" - jest stratą czasu. Radosne z sukcesu "polskiego premiera" ogłupieni oglądacze TVN-u - nie wiedzą, że Tuska, z sobie tylko znanych powodów, wybrali mocarze euro-polityki. Merkel po naradzie z Hollandem i po namówieniu Camerona. I taka to obowiązuje demokracja w tej biurokratycznej Unii. Fasada sztucznych stanowisk, za którą żelazną ręką rządzi kanclerz Niemiec. I to ona naciskała na wybór swojego podnóżka na stanowisko, które ma przykrywać faktyczny ośrodek decyzyjny.

Dla mnie osobiście, największym zdziwieniem jest postawa Camerona i jego zgoda na nominację dla człowieka Merkel. Mimo osobistej antypatii do Tuska, Cameron zdecydował się zgodzić na tę kandydaturę. Są dwie możliwości. Znając antyunijne skłonności swych rodaków i zapewne przegrane w przyszłym referendum w sprawie przyszłej przynależności tego kraju do Unii - po prostu podłożył Unii świnię w nadziei , że ten zbiurokratyzowany, niekompetentny twór szlag trafi jeszcze szybciej z Tuskiem jako naczelnym figurantem .
Druga opcja to taka, że za zgodę na człowieka Merkel, uzyskał jakieś ważne koncesje w prawie unijnym dla swego kraju, które Tusk przyklepie wkrótce, gdy mu pani kanclerz nakaże. Myślę, że ta druga opcja jest nieco bardziej prawdopodobna. Na skutek sukcesów partii Faraga retoryka partii konserwatywnbej bardzo się zmieniła na bardzo wobec Unii krytyczną, to mimo wszystko Cameron wolałby, aby Brytania w Unii pozostała, ale na lepszych dla UK warunkach. I podejrzewam że ugrał deal z Merkel i te zmiany Tusk b edzie musiał tłumaczyć pozostałym premierom i prezydentom 26 krajów. Za coś te euro będzie dostawał, na haratanie w gałę raczej centa nie dostanie...